System emerytalny szybko wymaga poprawki

Na rynku funduszy emerytalnych brakuje konkurencji. OFE, zamiast maksymalizować zyski swoich uczestników, maksymalizują własne prowizje. Właściciele towarzystw emerytalnych otrzymali w istocie maszynkę do strzyżenia zmuszonych do oddania składek klientów – i to jest ich główny cel działania. Business is business. Funkcjonuje tak, jak rynek i nadzór pozwala.

Regulacje prawne stoją na straży zachowania status quo, a towarzystwa emerytalne inwestują w lobbing, który, jak widać, zyskuje uznanie w oczach urzędników i niekiedy ustawodawcy. Najkrótszy opis sytuacji to „partnerstwo publiczno-prywatne”, gdzie osoby nadzorujące rynek z uznaniem spoglądają na wartość towarzystw emerytalnych, jaką współtworzą.

Konkurencja da wartość

Zamiast 15 OFE potrzeba co najmniej 100 towarzystw, aby stworzyć rzeczywisty rynek. Wówczas ich właściciele, zamiast na lobbingu, skoncentrują się na jakości usług, gdyż tylko fundusze mogące się pochwalić dobrymi wynikami będą mogły liczyć na klientów i zyski dla swoich właścicieli. Konkurencja z pewnością nie przysłuży się obecnym tworom, które monopolizują rynek. Nic więc dziwnego, że OFE powołały Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych (IGTE) do ochrony swoich interesów.

Jak podzielić tort?

Wszystkie OFE wyceniane są na 12 – 16 mld zł. Konkurencja na rynku (trzeba mieć nadzieję że pojawi się wcześniej niż później) spowoduje, że wartość tortu do podziału się skurczy. Niższe prowizje przełożą się na wycenę towarzystw emerytalnych. Spadek opłat jakie wnoszą klienci funduszy emerytalnych o połowę oznacza spadek wartości rynku towarzystw o dużo więcej niż 50 proc. Do tego zwiększenie liczby OFE spowoduje, że dotychczasowi monopoliści będą mieli udział tylko w części rynku. Zachowanie status quo dla OFE to wartość ładnych kilku miliardów złotych – nic więc dziwnego, że lobbing, w tym powołanie Izby, są z punktu widzenia obecnie funkcjonujących towarzystw rzeczą nadrzędną – właściciele OFE liczą własne złotówki w pierwszej kolejności.

Kłody rzucane klientom

Rynek konkurencyjny to rynek elastyczny dla klienta. OFE rządzą się jednak swoimi prawami. Przyszli emeryci nie dość, że mają bardzo umiarkowany wybór, to na dokładkę, nawet jakby zechcieli zmienić fundusz, czeka ich kilka utrudnień. OFE można zmienić tylko w czterech terminach w ciągu roku. Jeśli osoba przegapi dany moment (okienko transferowe) to pozostaje jej czekać nawet trzy miesiące. To rzeczywiście musi zniechęcać do zmiany funduszu. W praktyce (i teorii) reklamy działa zasada, że gdy potencjalny klient skłonny jest do wyboru danego produktu (zakupu, ale także wyboru/zmiany funduszu) to marketingowcy robią wszystko, aby taka osoba zrealizowała swój zamiar (najczęściej oczekiwany zamiar – związany z reklamą) natychmiast.

Tyłem do klienta

Dlatego przekazy reklamowe bardzo często zawierają chwyt, że specjalna oferta ważna jest w krótkim okresie. Odłożenie decyzji oznacza najczęściej, że klient zrezygnuje – znajdzie lepszą ofertę, rozmyśli się z zakupu, zapomni o sprawie. Regulacje prawne wykorzystują tę zasadę – jednak w zupełnie odmienny sposób. Tylko wytrwały klient, który „odczeka swoje” może liczyć na zmianę funduszu. Poza zniechęcaniem takie rozwiązanie wypacza sens funkcjonowania funduszy. Klient, jeśli zmienia fundusz, kieruje się wynikami i różnicami w strategiach inwestycyjnych poszczególnych OFE. Chociaż w pewnym okresie dojdzie do przekonania, że dany fundusz ma najkorzystniejszą politykę inwestycyjną i najlepszy portfel to jednak nic ze swoich ustaleń nie uzyska, musi wszakże biernie czekać.

Opłata na odchodne

Regulacje promonopolistyczne zawierają dodatkowo opłaty: gdy klient zmienia fundusz przed upływem roku od zostania jego uczestnikiem płaci 160 zł, tzw. opłaty transferowej. Po roku, ale przed upływem dwóch lat, opłata zmniejszy sie do 80 zł. Osoby o ponad dwuletnim stażu są zwolnione z opłaty. Jeśli fundusze mają podobne wyniki, bo jedne wzorują się na drugich, to po co właściwie klient ma je zmieniać? Gdyby jednak powziął taki zamiar, nie może wybrać optymalnej – jego zdaniem – chwili do zmiany funduszu, do tego jeszcze dla wielu osób ograniczeniem jest opłata za odstąpienie od dotychczasowego funduszu. Klient jest niezadowolony z wyników i/lub opłat jakie oferuje mu jego aktualny fundusz, a na dodatek musi za to jeszcze mu zapłacić na odchodne – kara za zbyt szybkie dojście do wniosku, że fundusz, który wcześniej wybrał okazał się dużo gorszy od oczekiwań.

Klient na uwięzi

Regulacje prawne służą minimalizowaniu konkurencji na rynku i trzymaniu klientów na smyczy w raz obranym funduszu. Jak klient już wybrał fundusz i powierzył mu swoje pieniądze na przyszłe emerytury, to niech dalej nie zastanawia się, co dzieje się z jego oszczędnościami, bo w istocie ma na to umiarkowany wpływ – co należy mu dodatkowo uświadomić terminami i opłatami. Po co ma się zastanawiać, czy aby jego pieniądze są dobrze lokowane, od myślenia nad tym ma zarządzających, kopiujących decyzje innych zarządzających.

Jarosław Supłacz

Źródło: Onet.pl

Emerytury nie są Ci obce? Dodaj komentarz!