Nowy system emerytalny skaże nie na plażę, a na biedę

Haruj, albo giń – oto alternatywa stawiana przyszłym emerytom przez rząd Donalda Tuska. Narzekający dziś na niskie wypłaty emeryci powinni czuć się farciarzami. Ich dzieci będą mogły liczyć co najwyżej na połowę ich świadczenia.

Szumnie wprowadzana reforma emerytalna okazuje się zwykłym oszustwem, którego autorów powinno się skazać na los, jaki oni sami zgotują milionom Polaków.

„Głos Nauczycielski” opublikował prognozy ekonomiczne przekazane związkom zawodowym przez stronę rządową podczas negocjacji nad emeryturami pomostowymi. Wynika z nich, że już wkrótce rekordy popularności bić zacznie partia wypisująca sobie na sztandarach prawo do eutanazji, ponieważ nawet zarobki wysokości średniej krajowej nie uchronią przyszłych emerytów od wegetacji na granicy biologicznego przetrwania. A wszystko z powodu tzw. stopy zastąpienia, czyli relacji wysokości emerytury do ostatnich zarobków.

Dziś stopa zastąpienia wynosi ok. 70 proc. Po rozpoczęciu – już wkrótce – wypłat z wprowadzonego 10 lat temu II filara spadnie jednak co najmniej o połowę. Analizy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej pokazują, że jeśli urodzona w 1963 r. kobieta będzie chciała przejść na emeryturę w wieku 50 lat, czyli po 25 latach pracy, otrzyma świadczenie wysokości co najwyżej 23,8 proc. ostatniej pensji! Nawet zarabiając średnią krajową, czyli ok. 3,4 tys. zł, dostanie emeryturę wysokości zaledwie 800 – 900 zł. Jeśli zdecyduje się zakończyć karierę zawodową pięć lat później, jej świadczenie wzrośnie do 33 proc. Na 40-proc. emeryturę będzie mogła liczyć dopiero w wieku 60 lat. Czyli pracując o 5 – 6 lat dłużej niż obecnie powinna się spodziewać świadczenia tylko nieco wyższego niż połowa tego, co dostałaby dzisiaj!

O skali oszustwa, nazwanego dla niepoznaki reformą emerytalną, świadczy m.in. to, że im mocniej każdy z nas będzie wchodził w nowy system, tym więcej straci. Dla przykładu mający dziś 55 lat mężczyzna przechodząc za cztery lata na emeryturę (czyli w wieku 59 lat) może liczyć na stopę zastąpienia wysokości 40,8 proc. Ale 59-latek z identycznym stażem pracy, tyle że urodzony rok później, dostanie już 40,6 proc. ostatniej pensji, urodzony dwa lata później – 40,4 proc., a osiem lat później – 38,1 proc. Wszystko po to, aby nowi emeryci – jak przewiduje rząd Donalda Tuska – nie przeżyli nagłego szoku konfrontując swoje świadczenia ze starszymi kolegami. Mogliby wtedy znowu zagłosować na jakiegoś Leppera albo Kaczyńskiego. Tego zaś odpowiedzialne za budowę złodziejskiego systemu liberalne elity sobie nie życzą.

Dla zaniepokojonych o swoją przyszłość potencjalnych emerytów rząd Tuska ma jedno rozwiązanie – radźcie sobie sami. Najlepiej pracując tak długo jak się da. Rzeczywiście, w nowym systemie każdy może liczyć nawet na stopę zastąpienia wysokości 100 proc. Tyle że mężczyzna będzie musiał na nią pracować co najmniej do 70. roku życia! I znajdzie siłę na wydanie tych pieniędzy, ponieważ zgodnie ze statystykami GUS, pożyje sobie co najwyżej jeszcze kilka lat.

Czas uzmysłowić sobie wreszcie, co naprawdę zafundowali milionom przyszłych polskich emerytów rządzący dziś prawicowcy z ówczesnej AWS i liberałowie z Unii Wolności. I jak bezczelnie nabili ludzi w butelkę. Przy wprowadzaniu 10 lat temu nowego systemu w telewizyjnych reklamach otwartych funduszy emerytalnych zarządzających składką w ramach II filaru obiecywano ludziom wczasy pod palmami i dalekie wycieczki. Rząd wmawiał zaś przyszłym emerytom, że po 20 latach pracy otrzymają emeryturę wysokości 62 proc. ostatniej pensji, a po 30 latach – 114 proc. Kłamano ludziom w żywe oczy.

Na początku tego roku analitycy OECD ostrzegali Polskę, że nowy system emerytalny skaże mało i średnio zarabiających Polaków nie na plażę, ale na biedę. Nawet bowiem wynagrodzenie w wysokości średniej krajowej nie uchroni emeryta od wpadnięcia w skrajne ubóstwo. Tym bardziej że polskie władze, w przeciwieństwie do rządów np. Francji, czy Wielkiej Brytanii, nie mają żadnego programu wspierającego emerytów. Nie mówiąc o tym, że stopa zastąpienia w krajach OECD wynosi średnio 83 proc. Ponad dwa razy więcej niż będzie wynosiła w Polsce! Specjaliści z OECD radzą, by Polacy na własną rękę zaczęli odkładać z pensji na przyszłą emeryturę w ramach III filaru. Tyle tylko że powstaje pytanie, jaki jest sens ładowania kolejnych pieniędzy w system, który nie działa?

Żenująco niska stopa zastąpienia może bowiem być jeszcze niższa. Ministerialne wyliczenia utrzymają się pod warunkiem, że polska i światowa gospodarki będą pędziły z prędkością bolidu Roberta Kubicy. Tymczasem OFE tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku przyniosły straty wysokości ponad 6 mld zł. OFE zamiast zarabiać tracą pieniądze przyszłych emerytów. A państwo gwarantuje emerytom tylko tę część świadczenia, która będzie wypłacana z ZUS. Inaczej mówiąc – jeśli OFE roztrwonią w okresie najbliższych 20 – 30 lat pieniądze przyszłych emerytów, to przed kościołami zabraknie miejsca dla żebraków. Emeryci nie dostaną nawet tych swoich marnych 30 – 40 proc.

Twórców reformy emerytalnej jednak tam nie znajdą. Zatroszczą się o nich właściciele OFE, którzy otrzymują miesięcznie w ramach II filara 20 – 30 mld zł w postaci naszych składek i kasują prowizję wysokości 700 mln – 1 mld zł rocznie. 10 lat temu nikt bowiem nie łgał bezinteresownie.

Piotr Skura

Trybuna.com.pl

Emerytury nie są Ci obce? Dodaj komentarz!