Emerytura na własną rękę: IKE, a może też obligacje?

Bez prowizji i ekstra opłat, bez utraty odsetek przy wcześniejszym wycofaniu kapitału. Dziesięcioletnie obligacje skarbowe są ciekawym rozwiązaniem, jeśli chcemy samodzielnie odłożyć trochę grosza na emeryturę

Wybierz OFE dla siebie w naszym Centrum Finansowym

Nie jest tajemnicą, że tylko państwowa emerytura daje marne szanse na utrzymanie poziomu życia. Niestety, jak dotąd robimy niewiele, żeby sprawić, aby nasza jesień życia była prawdziwie złota. Gwarantowane pieniądze wypłacane z II filaru kokosów nie przyniosą. Razem ze świadczeniem z ZUS mają stanowić co najwyżej 60 proc. ostatniego dochodu. Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) też kuleją – oszczędza w nich zaledwie 1,2 mln osób.

Być może właśnie dlatego w ostatnim czasie rośnie popularność długoterminowych obligacji skarbowych.

W 2007 r. Ministerstwo Finansów sprzedało dziesięcioletnie obligacje EDO (Emerytalne Dziesięcioletnie Oszczędnościowe) za 373 mln zł, podczas gdy tylko w pierwszych dwóch miesiącach tego roku osiągnięto wynik aż 145 mln zł. Spadki na giełdzie i rosnąca inflacja – to główne powody zwrotu oszczędzających ku obligacjom.

– Do zwiększenia się popytu na „dziesięciolatki” przyczynił się właśnie wzrost inflacji, co uatrakcyjniło instrumenty dające stały realny dochód, a ponieważ obligacje obłożone są stałą marżą odsetkową, można na nich dobrze zarobić – wyjaśnia Piotr Marczak, dyrektor departamentu należności i zobowiązań finansowych państwa Ministerstwa Finansów.

Czy inwestujący w detaliczne papiery skarbowe młody człowiek może zagwarantować sobie godne życie na starość? Obligacje są dłużnymi papierami emitowanymi przez skarb państwa. Oznacza to, że obywatel wciela się w rolę pożyczkodawcy, który pożycza na określony czas i kwotę pieniądze państwu. Okres pożyczki może wynosić dwa, trzy lub cztery lata. Jednak z punktu widzenia przyszłego emeryta najbardziej atrakcyjne są obligacje dziesięcioletnie. Sprzedawana w marcu seria daje oprocentowanie w pierwszym roku 6,75 proc., a w latach następnych wyższe o 2,75 proc. od inflacji.

Kapitalizacja odsetek następuje co roku, zaś wypłata całości (odsetki plus nominał) po dziesięciu latach.

Oszczędzający ma wybór: może kupić je na własny rachunek, ale będą one wówczas obciążone 19 proc. podatkiem Belki od zysków kapitałowych, lub w ramach IKE – bez podatku, ale za to limitem inwestycji ustalanym co roku przez Ministerstwo Pracy. Wynosi on półtorakrotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. W tym roku to 4055,12 zł.

– To całkiem sporo. To tak jakbyśmy w ciągu roku co miesiąc odkładali 300 zł na emeryturę – ocenia Emil Szweda, analityk firmy doradczej Open Finance. – Nie ma jednak przeszkód, aby dokonać wpłat zarówno na IKE-Obligacje (do wysokości limitu), jak i nabyć obligacje dziesięcioletnie poza IKE – dodaje Piotr Marczak.

Decyzję o tym, w jaki sposób zdecydujemy się oszczędzać, należy podjąć indywidualnie. Trudno jest dokładnie obliczyć, ile zarobimy w IKE-Obligacje na 10-letniej inwestycji w obligacje – jest to uzależnione od poziomu inflacji i wynagrodzeń, które będą ograniczały nasze maksymalne nieopodatkowane wpłaty. Ale załóżmy, że wykorzystujemy maksymalnie roczny limit (4055,12 zł), a w kolejnych latach wskaźnik pensji urośnie o 100 zł rocznie. Według naszych obliczeń po dziesięciu latach możemy uzbierać 70 tys. zł (nominał plus naliczone odsetki), i to bez podatku od zysków. Jeśli oszczędzamy w ramach IKE-Obligacje, musimy podpisać specjalną umowę z bankiem PKO BP, co nie obędzie się bez prowizji – od 0,16 proc. w drugim roku oszczędzania do 0,1 proc. po ośmiu latach liczonych od nominalnej wartości zapisanych na koncie obligacji. O powtórnym zainwestowaniu zgromadzonych środków po 10 latach będziemy musieli pamiętać sami.

Konta IKE, z których kapitał jest lokowany nie w obligacjach skarbowych, ale w funduszach inwestycyjnych, możemy także zakładać w prywatnych towarzystwach ubezpieczeniowych. Ale w tym wypadku z reguły opłaty za zarządzanie są wyższe, a zysk w krótszym okresie może być niepewny, bo notowania jednostek funduszy zależą od zmiennej koniunktury giełdowej.

– Nabywcy obligacji nie muszą obawiać się żadnych „kruczków” prawnych itp. Informacje na temat warunków inwestycji podawane są w sposób rzetelny i jasny – mówi Marczak. Plusem jest duża płynność odłożonych pieniędzy. Możemy je w każdej chwili wycofać bez utraty odsetek. Jednak rezygnując z IKE-Obligacje, trzeba będzie zapłacić podatek Belki. Poza tym potrącana jest złotówka „kary” na rzecz skarbu państwa od każdej obligacji przestawionej do wykupu przed końcem jej 10-letniego życia.

Kto powinien w szczególności zainteresować się obligacjami?

– To rozwiązanie dla osób, które mają już zgromadzony pewny kapitał – mówi Emil Szweda. Jeśli ktoś dopiero zaczyna odkładać na emeryturę, obligacje powinny stanowić 20-30 proc. jego portfela. Resztę niech inwestuje w akcje – dodaje.

Choć popularność dziesięcioletnich obligacji rośnie, to suma ich inwestycji w ramach kont IKE pozostaje mizerna. Rok temu wyniosła raptem 19 mln zł, czyli kilka procent sprzedanych papierów. – Rozumiem, że firmy nie mają interesu w promowaniu IKE, bo na tym produkcie zarabiają najmniej, ale rząd powinien coś zrobić, żeby promować oszczędzanie w obligacjach właśnie za pośrednictwem kont emerytalnych – mówi Szweda.

Ireneusz Sudak
Źródło: Gazeta Wyborcza

Liczba komentarzy: 1 do "Emerytura na własną rękę: IKE, a może też obligacje?"

  1. maria68 pisze:

    W PKO BP, na konto IKE-Obligacje, można wpłacić aż 11 139 zł w 2013 roku. Myślę że to się najbardziej opłaca, jeśli chodzi o III filar

Emerytury nie są Ci obce? Dodaj komentarz!