Drugi filar emerytalny czy filar pod mostem?

Wprowadzając reformę w 1999 r. rozbudzono wielkie nadzieje wśród polskich emerytów obiecując im plaże Majorki w ramach emerytur z OFE. Już teraz jednak wiadomo – w latach 2009–2013 ZUS-owi na emerytury zabraknie już blisko 160 mld zł. W ramach emerytur z OFE pielęgniarka czy nauczycielka dostanie emeryturę w wysokości 683 zł. A to i tak przywilej tych, którzy mają minimalny staż pracy. Jeśli ktoś pracował krócej i z wyliczeń wyjdzie, że uzbierał 100 zł, to 100 zł będzie dostawał w ramach emerytury z II filaru.

Od samego początku reformy emerytalnej, czyli od 1999 r., znanej jako II filar, czy też emerytury w OFE, wielu autorów miało bardzo poważne zastrzeżenia co do jej konstrukcji – że jest nieprzemyślana, szkodliwa dla samych emerytów, czyli blisko 14 mln Polaków. W polskich mediach istniała zmowa i totalna blokada w przedstawianiu krytycznych opinii o „cud reformie” rządu Jerzego Buzka. Półprawdy, uproszczenia i zwykłe kłamstwa były już u jej zarania. Media inkasujące sowite wpływy z reklam, skutecznie zablokowały krytyków i racjonalne oceny tej reformy.

Za grzech pierworodny reformy emerytalnej ponosi winę zarówno rząd Jerzego Buzka, którego partia znów jest u władzy, jak i twórcy tej reformy z profesorem Markiem Górą na czele, znowu doradzającym rządowym gremiom. Autor reformy prof. Marek Góra dziś stwierdza bez ogródek w kwestii skandalicznie niskich przyszłych emerytur z II filaru: „Trudno, tak jest sprawiedliwie. Nie można dostawać pieniędzy za nic”.

Jeszcze bardziej bezpośrednia jest minister pracy Jolanta Fedak, która powiedziała: „Nie ma takiego cudu gospodarczego, gdy przy niskich zarobkach i krótkim czasie pracy ma się wysoka emeryturę”.

Głodowe emerytury

Tymczasem blisko 700 tys. polskich emerytów otrzymuje głodowe świadczenia w wysokości zaledwie 600 zł. Blisko 2,5 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie. 26 proc. Polskich dzieci jest zagrożonych ubóstwem. Wniosek nasuwa się więc sam. Skoro przyszłe emerytury zależą głównie od tego, ile się zarabia i jak długo się dobrze zarabia, co pani minister stwierdza autorytatywnie, podobnie z resztą jak twórca tej kompletnie nieudanej reformy prof. Marek Góra, to bardzo słusznie i logicznie Polacy domagają się wyższych wynagrodzeń.

Niespełnione obietnice

A wystarczyłoby radykalnie podnieść wynagrodzenia m.in. dla sfery budżetowej, co przecież obiecywała Platforma Obywatelska i osobiście Donald Tusk, tuż przez wyborami. Płaca minimalna w 2009 r. w wysokości 1 276 zł nie rozwiąże problemu emerytur. Przecież właśnie dlatego, że płace w Polsce przez całe lata 90. były i w dużej mierze są nadal bardzo niskie, a ceny i koszty utrzymania wysokie w relacji do zarobków czystą nieuczciwością było wprowadzanie systemu kapitałowego w emeryturach na przestrzeni tak krótkiego okresu. Stary system zastępowalności pokoleń mimo wszystko nie prowadził do tak nieuniknionej i rychłej katastrofy, a premiował wzrost demograficzny, nakłady na rodzinę i dzietność.

Niska stopa zastąpienia

Emerytury 30-50 proc. niższe niż w starym systemie ZUS-owskim, niewydolnym przecież i skompromitowanym, z pewnością nie pozwolą emerytom choćby i na skromne życie. Dramatycznie niska stopa zastąpienia w drugim filarze 30–40 proc., dla wielu przyszłych emerytów oznacza głód i wykluczenie. Przypomnijmy, że w chilijskim systemie na którym rzekomo się wzorowaliśmy ta stopa zastąpienia wynosi 80 proc., a w znienawidzonym powszechnie ZUS-ie 70 proc. Polacy nie mają świadomości tak niskiej stopy zastąpienia – to jest stosunku wysokości emerytury do ostatniej pensji. Wprost przeciwnie. Sondaże pokazują, że ludzie liczą na emerytury na poziomie ostatniego wynagrodzenia i to w swej olbrzymiej większości.

Na co będzie nas stać?

Tylko 37 proc. Polaków chce dodatkowo oszczędzać na emerytury. Reszty nie stać na to. A przecież w ramach emerytur z OFE pielęgniarka czy nauczycielka zarabiająca stosunkowo niewiele dostanie emeryturę w wysokości 683 zł. Na co to może starczyć dziś na przełomie roku 2008 i 2009 nie bardzo wiadomo, a za pięć lat? To i tak przywilej tych, którzy mają minimalny staż pracy (kobieta 20 lat, mężczyzna 25 lat). Jeśli ktoś pracował krócej i z wyliczeń wyjdzie, że uzbierał 100 zł, to będzie je dostawał w ramach emerytury z II filaru. I według Ministerstwa Pracy będzie mógł się zwrócić do pomocy społecznej. Problem w tym, że klientów opieki społecznej przy takiej reformie emerytalnej może być zbyt dużo.

Praca do śmierci

Minister Pracy, jak i minister Boni namawiają Polaków, żeby ci dłużej pracowali. Nie wiadomo jak długo do 70, 90 lat? A może chodzi o pracę do samej śmierci, bo to byłoby najlepsze rozwiązanie z punktu widzenia państwa i OFE. Nie będzie ani obiecywanego dziedziczenia środków z OFE, ani emerytur małżeńskich, ani jednorazowej wypłaty. Po długiej i wytężonej pracy i rychłej śmierci środki finansowe, nasze składki przymusowo pobierane i rygorystycznie ściągane spokojnie wrócą do ZUS i do OFE.

100 zł z OFE

Ci, którzy już wkrótce przejdą na emeryturę mają przynajmniej kapitał początkowy, natomiast osobom, które rozpoczęły pracę po 1999 r. państwo już go nie doliczy. Ich emerytura będzie wypłacana tylko ze zbieranych składek bez dopłat państwa. A co będzie z wielkością wypłat z OFE, skoro już dziś na początek będzie to 80 –90 zł?

A w sytuacji, gdy polska gospodarka wpadnie w dłuższe, kilkuletnie turbulencje? Wtedy stopa zastąpienia może być jeszcze niższa. Straty OFE będą większe, choć obecnie to już 5 mld zł. Nic dziwnego, że Polacy, którzy stają przed taką alternatywą, decydują się pracować dużo dłużej, dodatkowo oszczędzają, choć i tak ich emerytura pozostanie niska, a zgromadzone pieniądze nie będą ich.

Wymarzona wcześniejsza emerytura

Co bardziej zorientowani, traktują to jak drwinę ze zdrowego rozsądku i walczą o wcześniejsze emerytury, emerytury pomostowe, bo te są dziś i tak wyższe o 30 proc. od tych zapowiadanych z OFE i są znacznie pewniejsze. Do końca 2008 r. można spodziewać się zwiększonego napływu wniosków o wcześniejsze emerytury. Stąd też taka presja o jak najszybszą likwidację wcześniejszych emerytur. Bo kto ma choć trochę orientacji będzie chciał skorzystać z tego przywileju. Przypomnijmy, UE już zarządziła i zgodziła się już na zwiększenie tygodnia pracy do 65 godzin tygodniowo, czyli 13 godzin dziennie. Przebąkuje się o zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65-67 lat.

Majorki nie będzie

Wprowadzając reformę w 1999 r. rozbudzono wielkie nadzieje wśród polskich emerytów obiecując im plaże Majorki w ramach emerytur z OFE. Już teraz jednak wiadomo – w latach 2009–2013 ZUS-owi na emerytury zabraknie blisko 160 mld zł. Niewątpliwie skala rozczarowań, poczucia krzywdy, kłamstwa, oszukańczych praktyk na polskich emerytach poważnie zagrozi notowaniom obecnego rządu. Wkrótce zacznie się poszukiwanie winnych katastrofy emerytalnej, winnych, których przecież nie brakuje.

Prace nad niczym

Doskonałym przykładem braku profesjonalizmu w sferze prac na ustawami ubezpieczeniowymi II filaru i emerytur z OFE jest wycofanie z prac sejmu w przeddzień pierwszego czytania bubla prawnego, jakim była ustawa o wypłacie emerytur z II filaru. Okazało się, że projekt ustawy powoływał się na przepisy, które jeszcze nie powstały. Brakowało Funduszu Dożywotnich Emerytur Kapitałowych (FDEK), regulujących działalność zakładów emerytalnych i mających rozpocząć pracę w 2014 r. Rozpatrywanie projektów ustaw emerytalnych przełożono na wrzesień. Ministerstwo Pracy liczy, że Sejm zgodnie przegłosuje te niekorzystne dla Polaków rozwiązania we wrześniu i zdąży przed 1 stycznia 2009 r. Mogą jednak nie zdążyć, bo ZUS potrzebuje 3-4 miesięcy na odpowiednie przygotowanie systemu informatycznego, inaczej wszystko będzie liczył ręcznie.

Pieniądze dla kogo?

Doskonale prosperujące, jak dotychczas OFE, które jak dotąd przyjmowały wyłącznie nasze pieniądze, pobierając za to sowite wynagrodzenie, mogą okazać się głównymi winowajcami w odbiorze społecznym. A jeśli bessa na giełdzie i spowolnienie gospodarcze potrwa dłużej niż np. 2 lata to czekają je poważne wydatki. Słabe wyniki inwestycyjne mogą sprawić, że za rok, półtora przynajmniej niektóre OFE będą musiały, wpłacić na konta klientów własne pieniądze, ponieważ wymaga się od nich wypracowania minimalnej stopy zwrotu, która najczęściej stanowi połowę średniej ważonej stopy zwrotu. W grę mogą wchodzić dziesiątki, a może i setki milionów złotych.

Potrzeba zmian

Nie będzie kolejnego cudu i przyzwoitych emerytur z II filaru. Trzeba więc szybko przystąpić do naprawy tej chorej i coraz bardziej szkodliwej oraz niekorzystnej dla nas wszystkich reformy. Wszyscy bowiem na stare lata nie wyjedziemy do Irlandii, niewielu ma też dobrze zarabiające, liczne potomstwo. Młodych pracujących ubywa, czasu jest niewiele, zaniedbania ogromne. Być może warto rozważyć możliwość inwestowania przez OFE nie tyle w wielkiej skali za granicą, czego pragnie minister Boni, a raczej w obligacje autostradowe, czy infrastrukturalne.

Nadejdzie tsunami

Należy się zastanowić nad całym systemem wynagrodzeń w Polsce, rolą i przydatnością ZUS-u, możliwością podniesienia płac dla ludzi z programu rządowego 50+, których rząd chce aktywizować zawodowo. Ci ludzie chętnie popracują dłużej, ale pod warunkiem, że ich płace, będą tak szybko rosły, jak ceny gazu energii czy żywności. Należy szybko uruchomić programy preferencyjne, czy różnego rodzaju ulgi dla rodzin wielodzietnych, zwłaszcza dla młodych rodzin z licznym potomstwem. Inaczej emerytalne tsunami zmiecie kolejną ekipę rządową i pozostawi wielkie poczucie krzywdy.

Janusz Szewczak, niezależny analityk gospodarczy
Gazeta Finansowa

Emerytury nie są Ci obce? Dodaj komentarz!