Chcemy być bogatsi? Musimy dłużej pracować

Ryszard Petru: Jeśli rząd przedłuży przywileje emerytalne na kolejne lata, to pojawia się pytanie: jaki jest sens sprawowania władzy? – twierdzą ekonomiści

Leszek Kostrzewski: Dlaczego przywileje emerytalne trzeba ograniczyć?

Ryszard Petru, Główny Ekonomista Bph: – Likwidacja przywilejów emerytalnych to fundamentalna, jedna z najważniejszych reform w Polsce, którą rząd musi przeprowadzić. To sprawdzian dla rządu, na ile chce zmieniać Polskę. Dzięki tej zmianie wydłuży się czas pracy i aktywność pracowników, a więcej pracy to wyższy wzrost gospodarczy.

W gospodarce dwa główne czynniki decydują o wzroście: kapitał i właśnie praca. Nasz kraj ma największy niewykorzystany w Europie zasób siły roboczej. Pracuje niespełna 55 proc. Polaków w wieku produkcyjnym.

Ludzie nie pracują, bo odchodzą na wcześniejszą emeryturę. Co roku czyni to 100 tys. osób, z których aż 80 tys. idzie na emeryturę wcześniejszą.

– Wcześniejsze emerytury to jeden z czynników powodujących dezaktywizację zawodową. Innym są wysokie składki i podatki wynikające z wysokich wydatków państwa.

Ograniczając przywileje, polska gospodarka zyska w kilku obszarach. Po pierwsze, ludzie nie będą pobierać wcześniejszych emerytur, a więc pozostali pracujący nie będą musieli finansować tych świadczeń. Po drugie, pracujący będą płacić składki, dzięki czemu państwo nie będzie zwiększać dotacji z budżetu na wypłatę emerytur. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, z którego finansowane są świadczenia, będzie miał więcej pieniędzy. Po trzecie, wzrost aktywności zawodowej to wyższy dochód narodowy. Rzadko się zdarza, aby jednym działaniem państwo tak wiele zyskało: większą aktywność Polaków, większe składki, oszczędności spowodowane mniejszymi wypłatami oraz szybszy wzrost gospodarczy.

Uważa pan, że rząd zdoła przeprowadzić reformy i ograniczyć przywileje emerytalne?

– Jestem umiarkowanym optymistą. Byłbym bardzo zaskoczony, gdyby rząd tego nie zrobił. To wręcz konieczność. Brak reformy oznaczałby, że musimy do 2030 r. podnieść składkę emerytalną z 19,52 proc., do blisko 30 proc. Tylko wtedy bowiem państwo będzie miało z czego płacić emerytury. To zabójcze dla naszych kieszeni, dla perspektyw rynku pracy, dla konkurencyjności polskiej gospodarki.

Już w 2005 r. rząd SLD zaniechał reformy i przedłużył wszystkie przywileje o rok. Ten sam manewr powtórzył PiS w ubiegłym roku.

Rząd jest po to, aby rządzić i zmieniać kraj na lepsze. Jeśli w tym roku znów będzie przedłużenie przywilejów, to pojawia się pytanie – jaki jest sens sprawowania władzy? Władza ma poprawiać życie ludziom, a to załatwia się trudnymi reformami. Nie ma sensownej władzy bez reform. Pamiętajmy, że ograniczenie przywilejów założył już rząd Jerzego Buzka w 1999 r. Od dziewięciu lat wciąż trwają konsultacje…

Kolejne ekipy bały się buntu związkowców. Wszyscy pamiętamy manifestację górników pod Sejmem z 2005 r. w obronie emerytur, gdy w ruch poszły kawałki płyt chodnikowych.

– Na dalsze dyskusje ze związkowcami nie ma już czasu. Powtórzę one trwają dziewięć lat! Od premiera oczekiwałbym twardych decyzji dobrych dla ogółu społeczeństwa.

Aby reforma mogła być realizowana, rząd musi przekonać do zmian opinię publiczną. To kluczowa sprawa. Wtedy protesty związkowców nie będą miały poparcia Polaków.

Ale jak przekonywać Polaków, że zmiany są konieczne?

– Premier musi powiedzieć jasno: jeśli chcemy być bogatsi, musimy dłużej pracować.

Musi powiedzieć, że za utrzymanie przywilejów płacą wszyscy pracujący, tracą bezrobotni, ludzie młodzi.

Bez obniżenia wydatków na emerytury nie jest możliwe obniżenie składek, a olbrzymie składki odprowadzane od naszych pensji sprawiają, że młodzi Polacy, zamiast legalnie pracować w kraju, emigrują lub zatrudniają się w szarej strefie. Nie zdając sobie przy tym sprawy, że praca na czarno oznacza dla nich brak na starość jakiejkolwiek emerytury, brak ubezpieczenia zdrowotnego, płatnych urlopów i wielu innych rzeczy związanych z legalnym etatem.

Rząd musi powiedzieć opinii społecznej, że przywileje emerytalne kosztują nas 20 mld zł rocznie, to pięć razy więcej niż Polska wydaje na naukę!

Jakimi innymi argumentami premier może zdobyć poparcie opinii publicznej?

– Obecne przepisy zakładają prawo do wcześniejszej emerytury dla nauczycieli, ale nie dla pielęgniarek.

Zapytajmy ludzi, czy to sprawiedliwe? Czy uczciwiej i odpowiedzialniej dla rozwoju kraju nie byłoby odebrać ten przywilej nauczycielom.

Dzisiaj przez to, że nauczyciele mają zagwarantowaną w „Karcie nauczyciela” wcześniejszą emeryturę, nie są mobilni, nie chcą zmieniać pracy, bo boją się utraty przywilejów?

Nauczyciel nie ma żadnych zachęt, aby się przekwalifikowywać.

Rząd musi też rodakom wytłumaczyć, że w nowym systemie emerytura zależy od składek i momentu przejścia na emeryturę. W związku z tym, im ktoś wcześniej zakończy pracę, tym będzie miał mniejsze świadczenie.

Wyobrażam sobie wielką kampanie edukacyjną zachęcającą do dłuższej pracy.

Billboardy, spoty, wykłady, seminaria – to jest rola rządu. Bez przekonania Polaków do reform prędzej czy później grożą nam fala populizmu i problemy finansów publicznych.

Rozmawiał Leszek Kostrzewski
Źródło: Gazeta Wyborcza

Emerytury nie są Ci obce? Dodaj komentarz!